Nad jezioro Garda we Włoszech trafiłem kilkanaście lat temu na jednym z wyjazdów wspinaczkowych. Zachwycony pięknem, klimatem oraz kulturą tego obszaru wracałem tu wielokrotnie głównie w celach wspinaczkowych, każdorazowo jednak odkrywając coś nowego zachwycającego i przyciągającego. Magnetyzm tego miejsca sprawia, że jeżeli miałbym gdzieś zamieszkać poza granicami kraju to z pewnością byłoby to jedno z takich miejsc.
Fenomen Jeziora Garda
Włoska perła ukryta pośród gór z krystalicznie czystą wodą i wzgórzami wchodzącymi do lazurowej wody śmiało może konkurować z niejednym nadmorskim kurortem. Przeplatająca się kultura i style mające swoje pochodzenie w bogatej historii tego obszaru dodaje smaczku wielbicielom turystyki i architektury. Jezioro położone jest na styku trzech regionów Lombardi, Veneto oraz Trentino. Można poczuć się tu nie tylko jak we Włoszech, ale również jak w Austrii czy Szwajcarii. To właśnie tu przebiegały granice Austro-Węgier i Królestwa Włoch. Klimat i położenie geograficzne miejsca sprawia, że oprócz walorów turystycznych jest to idealne miejsce do uprawiania wszelkich aktywności sportowych, praktycznie przez cały rok. Oprócz sportów wodnych, jest to mekka wspinaczki skalnej, kolarstwa górskiego i szosowego. Bogata sieć szlaków turystycznych oraz duża ilość via ferrat przyciąga wielbicieli rządnych adrenaliny.

Trawers na krawędzi
Siedząc na plaży w Riva del Garda w trakcie dnia restowego, po dwóch dniach wspinaczki skalnej spoglądam na północno zachodni brzeg jeziora i skalne klify schodzące do samego brzegu. Wpatrując się w ścianę uwagę przyciąga wąska pozioma linia biegnąca mniej więcej w jednej trzeciej ściany. Zaciekawiony wyciąga mapę z plecaka usiłując znaleźć punkt zaczepienia. Co to może być? Chwytam telefon i włączam mapę turystyczną przybliżając i oddalając palcami szukam odpowiedzi. Po chwili jest, małymi czerwonymi kropkami wyznaczony szlak od czasu do czasu przedzielony drabinkami. To musi być via ferrata, myślę w duchu, w końcu jest ich tu mnóstwo w okolicy. Wyciągam przewodnik po ferratach i ku mojemu zdziwieniu stwierdzam, że to nie jest ferrata. To Sentiero dei Contrabbandieri (ścieżka przemytników). Już sama nazwa sprawia, że oczy mi się zabłyszczały. To ścieżka alpinistyczna z elementami ferraty. Oznacza to, że nie jest to typowy żelazny szlak, gdzie do stalowej liny mocujemy asekurację przy pomocy lonży z absorberem. Na tej drodze tylko w najbardziej niebezpiecznych miejscach można spotkać sztuczne ułatwienia i asekurację typową dla ferraty. Na pozostałych odcinkach należy asekurować się liną.

Futurystyczny pomysł z początku XX w.
Inżynierowie Cesarstwa Austro-Węgier wpadli na pomysł budowy ścieżki łączącej Riva del Garda z Limone sul Garda. Te dwie przygraniczne miejscowości oddzielone wodami jeziora Garda oraz szczytem Dos de Cala (576 m n.p.m.) wznoszącym się ponad 500 m nad lustro wody miała połączyć futurystyczna ścieżka wyrzeźbiona w skale pionowego klifu. Wybuch I Wojny Światowej spowodował porzucenie śmiałego projektu. W trakcie konfliktu ścieżka stała się szlakiem przemytników soli i tytoniu. Ponieważ droga nie była dokończona do transportu wykorzystywano sztuczne ułatwienia w postaci lin (poręczówek), drabinek czy belek drewnianych ułożonych nad przepaścią. Po wojnie w latach dwudziestych próbowano dokończyć projekt. Potrzeba szerokiej drogi biegnącej bliżej jeziora była bardzo nagląca dlatego projekt ostatecznie porzucono otwierając w 1931r „Gardesana” (obwodnicę jeziora Garda) okrzykniętą przez zagraniczne media najbardziej oszałamiającą drogą turystyczną świata. Droga ta odegrała swoją rolę w filmie „007 Quantum of Solace” z szalejącym za kierownicą Danielem Craigiem w roli głównej.
Otwarcie obwodnicy oraz postępująca erozja sprawiły że ścieżka stała się niedostępna i zapomniana na ponad 50 lat. W latach 80 – tych odkryli ją na nowo alpiniści z Riva del Garda mocując sztuczne ułatwienia w najniebezpieczniejszych miejscach szlaku, oraz instalując haki do asekuracji. Nie nadano jej charakteru typowej via ferraty, chcąc z niej zrobić szlak-ścieżkę alpinistyczną dla turystów poszukujących większych wrażeń niż na standardowej via ferracie, czy szlaku górskim. W roku 2000 ścieżkę poświęcono zmarłemu tragicznie na Mont Blanc lokalnemu alpiniście Massimiliano Torti. Obecnie tę ścieżkę można znaleźć pod nazwą Sentiero dei Contrabbandieri (szlak lub ścieżka przemytników). Trasa ta, zwana jest także trasą „Tracciolino” (pierwotna nazwa projektowanej drogi) lub Massimo Torti.
Śladem przemytników
Cała trasa to prawie 5 km pętla z czego na samą via ferratę składa się około 3 km trawers. Trasę rozpoczynamy z miejscowości Pregasina, tam na jednym z parkingów pozostawiam samochód. Udaję się w kierunku hotelu Albergo Rosalpina następnie stromą nieoznakowaną ścieżka leśną schodzę w kierunku jeziora Garda. Docieram do miejsca gdzie ścieżka skręca w lewo a oczom ukazuje się kopczyk z kamieni. To miejsce startu „Ścieżki przemytników”. Od parkingu pokonałem około kilometrowy odcinek drogi. Jest piękna pogoda a otaczająca bogata roślinność na stromym zejściu skropiona rosą poranka potęguje odczucie wilgotności.

Jak wspomniałem nie jest to typowa ferrata więc od samego początku wymagana jest asekuracja liną. Jest godzina 10:00 wystawa ściany S/E nie daje złudzeń na choć trochę cienia. Na początku trasy kilka set metrów poruszam się wąskimi piarżystymi ścieżkami pomiędzy zagajnikami. Trawersuję skalnymi półkami aż do skalnego uskoku zabezpieczonego liną do asekuracji.
Tu spotykamy grupę prowadzoną przez przewodnika górskiego. Pozdrawiamy się i uprzejmie przepuszcza nas do przodu mając świadomość, że nasza trójka porusza się zdecydowanie szybciej niż jego grupa. Po pokonaniu uskoku wyraźnie widać dalszą część drogi prowadzącej ścieżką wśród bujnej roślinności. Teren staje się bardziej eksponowany, poruszam się wydrążoną w ścianie półką kierując się ciągle w kierunku jeziora. Idę jako pierwszy od czasu do czasu wpinając ekspresy z liną do punktów asekuracyjnych oznaczonych czerwoną farbą na ścianie. Skręcam ostro w lewo i za występem skalnym powala mnie na kolana niesamowita panorama jeziora Garda. Spoglądam na towarzyszy lecz komentarz z ich strony nie jest potrzebny. Widać zachwyt w ich oczach. Pod nami spora przepaść a samochody poruszające się po drodze asfaltowej poniżej wyglądają jak małe mróweczki podążające do sobie tylko znanego celu.

Nad przepaścią
W pewnym momencie ścieżka się zwęża a wręcz ma się wrażenie, że się urywa. Tu zamontowana jest stalowa lina typowa dla via ferrat. Można zatem asekurować się przy pomocy lonży z absorberem. Jest to jeden z najbardziej wymagających odcinków na trasie. W skali feratowej (austriackiej od A-E) wyceniono to miejsce jako D (bardzo trudne). W miejscu, w którym półka się urywa asekurując się stalową liną stawiam stopy na bardzo małych stopniach poruszając się trawersem dosłownie nad przepaścią. W końcu wychodzę na szeroką półkę gdzie mogę odetchnąć i strzelić fotkę towarzyszom przygody. Poruszam się dalej małym uskokiem aż do kolejnej przeszkody na trasie.
Bez balustrady
Przede mną drabinka linowa o wysokości około 5 metrów. Drabinka jest niestabilna i się buja wiec należy zachować ostrożność – trudność (C/D). Z drabinki wykonuję długi krok w bok aż na wygodną półkę. Nad głową przewiesza się skała a pod nogami ciągle towarzyszy przepaść. W dole widać żaglówki i łodzie poruszające się po spokojnych wodach jeziora. Czuję się trochę tak jak na balkonie ponad stumetrowego wieżowca, tylko z takim małym „ale”… ktoś zapomniał zamontować balustrady. Dochodzę do stanowiska asekuracyjnego z liny. Cały czas poruszam się w kierunku Riva del Garda, półka się zwęża i można odczuć lekki dyskomfort. Kilkakrotnie uderzam kaskiem o skałę odruchowo przytulając się do ściany. Jest to chyba najbardziej charakterystyczne miejsce na trasie. Przed mną kolejny uskok zabezpieczony stalową liną. Tu trzeba się napocić stawiając długi krok w prawo. Nie bez przyczyny przewodnicy górscy prowadzący tu grupy jako jeden z warunków uczestnictwa stawiają minimalny wzrost uczestnika 150 cm. Jest walka. Następnie eksponowaną wąską półką skalną poruszam się dalej, aż do platformy, na której znajduje się książka przejść ferraty. Tu mogę uroczyście odnotować swoją obecność na ścieżce przemytników.
To jeszcze nie koniec.
Ostatni odcinek to przejście wydrążoną półką skalną z przewieszkami nad głową. Ze skał ponad nami zwisa w dół stalowa siatka zabezpieczającą znajdującą się poniżej drogę dojazdową do miejscowości Limone Sul Garda przed spadającymi z góry kamieniami. Należy uważać aby się nie poślizgnąć bo podłoże w tym miejscu usłane jest sypkimi drobnymi kamieniami. Ostatnie metry ferraty to wspinaczka pod górę zabezpieczona cienką stalową liną. Koniec przygody wieńczy tablica „Percorso Alpinistico Massimiliano Torti” (trasa wspinaczkowa Massimiliano Torti). Docierając na koniec mogę śmiało powiedzieć, że ten szlak naszpikowany emocjami, doprawiony porcją adrenaliny, ubranymi w przepiękne widoki wart jest włożonego wysiłku. Jest to wspaniała forma aktywnego wypoczynku. Jeżeli natomiast chodzi o trudność, to byłaby to w miarę łatwa ferrata z kilkoma trudnymi miejscami gdyby nie to, że … to nie jest ferrata! Trzeba mieć już odpowiednie doświadczenie oraz posiadać właściwy sprzęt.

Zejście ze ścieżki
Za tablicą skręcam w lewo. Ścieżka prowadzi wśród zarośli, dalej przez las, aż do asfaltowej drogi rowerowej. Podążam tą drogą, aż do drogowskazu kierującego do miejscowości Progasina. Następnie ścieżką docieram do pomnika Madonny (Regina Mundi). Jest to niesamowity punkt z widokiem na Riva Del Garda. Ostatni odcinek to spacer pod górę asfaltem około 0,8km do miejscowości Pregasina gdzie pozostawiłem samochód.
Informacje praktyczne
- Niezbędny sprzęt – lonża z absorberem, uprząż, kask, lina do asekuracji, kilka ekspresów i karabinków HMS.
- Trudność trasy – D (w kilku miejscach). Większość trasy nie jest trudna ale mocno eksponowana. Ponieważ jest to trawers to przewyższenie wynosi około 100m
- Czas na podejście i zejście – około 1godziny (2km)
- Czas pokonywania samego trawersu – 3 godziny (2,5km)
- Najlepszy okres na pokonanie trasy – od marca do listopada
- Wystawa – S/E
- Osoby nie posiadające sprzętu mogą wykupić przejście trasy z przewodnikiem zabezpieczającym cały sprzęt i dbającym o bezpieczeństwo uczestników. Koszt uzależniony jest od ilości osób i waha się od 80 – 200 euro






