Tętno podnosi się do maksymalnych wartości, patrzę pod górę, słońce świeci mi prosto w twarz nie widzę końca podjazdu. Wrzucam ostatnie przełożenie jakie mi pozostało w 10 rzędowej kasecie roweru górskiego, na którym usiłuję podjechać na szczyt. 50 zębów największej tarczy aż zatrzeszczało jak poczuło łańcuch na sobie. Staram się nie podnosić tyłka z siedzenia aby tylne koło nie straciło przyczepności. Jeszcze jeden ruch i jest …. łapię wysokość. Pomimo braku tchu uśmiecham się do kolegi czekającego na mnie na górze.
Kiedy w sierpniowe przedpołudnie od pracy odrywa mnie dźwięk telefonu nie do końca byłem świadomy w co się pakuję odpowiadając na zadane pytanie – „jedziemy w góry na rower?” Bez chwili zastanowienia odpowiadam – chętnie, tylko gdzie?. Interesuje mnie Strefa MTB Sudety, ale nie single tylko tak bym się powłóczył rowerem po górach. Czyli takie pomieszanie all mountain z trail? No coś w tym stylu. W sumie dlaczego nie, tego jeszcze nie próbowałem. Podaję dwie daty do wyboru i jakiś czas później otrzymuje sms, że termin wrześniowy jest do zaakceptowania, a zatem jedziemy.
Nocleg chcieliśmy złapać w schronisku, ale ze względu na brak miejsc wylądowaliśmy w bardzo klimatycznej Bukowej Chacie poniżej schroniska Zygmuntówka.


Ten obszar rowerowy to była moja już druga odsłona bo dwa lata temu walczyliśmy na Singletrack Glacensis zahaczając o strefę Enduro w Srebrnej Górze, co prawda w innym składzie ale też było godnie (poczytaj o tym tutaj). Tym razem nastawiliśmy się bardziej na Góry Sowie zahaczając o Góry Wałbrzyskie no i styl trail/all mountain, a to zdecydowanie nie to samo co jazda ścieżkami. Jak się bardziej zagłębić w tematykę tego stylu to późniejsze moje zdziwienie oraz sapanie wyjaśnia kilka rzeczy.


All mountain
Wycieczki po bezdrożach i górskich szlakach często poprowadzone szlakami pieszymi z przepięknymi widokami bez najmniejszej presji czasu (szybciej i dalej) to właśnie jest takie pomieszanie trail z all mountain. Do tego czerpanie radości z górskiej przygody na dwóch kołach i poczucie frajdy ze zdobywania górskich szczytów, pokonując długie trawersy leśnymi, górskimi duktami cechuje zdecydowanie ten styl jazdy. Nie ma co ukrywać to nie singletrack, na których grawitacja jest twoim przyjacielem (zjazd napędza podjazd), w all mountain aby cieszyć się pięknem tego stylu bez walki z własnym tętnem musisz mieć „stalową łydę” albo rower ze wspomaganiem elektrycznym. Przez te dwa dni jazdy czasami odnosiliśmy wrażenie, że twórcy ścieżek lub ich wariantów zapominają o dużej rzeszy wielbicieli dwóch kółek (bez wspomagania elektrycznego), wytyczając podjazdy na krechę pod górę o nachyleniu powyżej 20% i nawierzchni nie gwarantującej przyczepności. Oczywiście można wybrać zdecydowanie łatwiejsze warianty niż te, które my wybraliśmy ale czy o to chodzi aby było łatwo? Założenie było jedno – staramy się jechać szczytami. No i pojechaliśmy:

Dzień Pierwszy
Start z Bukowej Chaty 690 m n.p.m. trochę poniżej schroniska Zygmuntówka 740 m n.p.m. Hahahah trochę … na rozgrzewkę to się nie robi takiego podjazdu. Zanim uspokoiłem tętno byłem już na Przełęczy Jugowskiej jakieś 120 metrów wyżej i zaledwie 500 m dalej. Niby nic ale żeby tak od razu … i pionowo … i z grubej rury… No dobra, nie ma co marudzić lecimy na Wielką Sowę, mijając po drodze Kozie Siodło 890 m n.p.m., Rozdroże pod Wielka Sową 950 m n.p.m.. Tu szlak staje się nieznośny. Dużo luźnych kamieni na delikatnym podjeździe sprawia, że momentami trzeba prowadzić rower gdyż ciężko utrzymać równowagę. W końcu znajdujemy boczną ścieżkę, którą da się jechać i docieramy na Wielką Sowę 1015 m n.p.m. (najwyższy szczyt Gór Sowich) z pięknie odnowioną wieżą widokową.


Niestety mało widać bo naszły chmury więc spinamy pośladki i zjeżdżamy na Przełęcz Walimską 750 m n.p.m.. W tym miejscu szlak dość gwałtownie opada i trzeba się skupić aby nie fiknąć kozła lub raczej muflona przez kierownicę (przydają się szerokie opony z dużym bieżnikiem). Dalej droga prowadzi przez Przygodną Kopę 762 m n.p.m. skąd jedziemy na rozwidlenie nad Glinem 690 m n.p.m. i w dół pięknym już wygodnym i szybkim zjazdem do miejscowości Walim 530 m n.p.m.. Dalej kierujemy się na rozdroże pod Moszną 750 m n.p.m., (bez skojarzeń nazwa pochodzi od wzniesienia Moszna 771 m n.p.m.). Po drodze mijamy Włodarza 811 m n.p.m., Przełęcz Marcową 710 m n.p.m. i kierujemy się na Suliszów. Tam koło pałacu Jedlina (gdzie można obejrzeć stadko alpaków i zjechać pięknym łatwym singletrack idealnym dla najmłodszych rayderów), wbijamy na Główny Szlak Sudecki.


Za starym wiaduktem kolejowym skręcamy w lewo i zaczyna się prawie pionowy podjazd do przełęczy pod Wawrzyniakiem. Podjazd??? Tu się nie da się jechać, hahaha … ledwo da się prowadzić rower… Jeden fałszywy ruch i jesteś z powrotem w Jedlinie (i to z wielkim hukiem). Na przełęczy trzeba łyknąć tlenu i zaczynamy zjazd, aż miło wiatr huczy w uszach. Kolejny etap to Skalna Brama 830 m n.p.m., Rozdroże pod Jeleńcem 800 m n.p.m., skąd zaczyna się delikatny ale upierdliwy podjazd przez rozdroże Pod Turzyną 850 m n.p.m., aż do schroniska Andrzejówka 800 m n.p.m.. Pora na małe co nieco i lekki chill. Ubawiliśmy się jak Pani bufetowa nawołuje po imieniu każdego kto zamówił posiłek. Coś w stylu Katarzyna naleśniki dla ciebie, albo Bonifacy kotlet do odbioru. Spojrzałem na kumpla, który w błogości po jedzeniu zaczynał już odpływać i pomyślałem – Magdalena mąż ci stygnie… Zatem czas się zbierać i dalej w drogę. Powrót zaczynamy od Waligóry 934 m n.p.m., wjeżdżając na około niebieskim szlakiem gdzie na szczycie podziwiamy piękny widok i ruiny owczarni.


Zjeżdżamy Waligóra Singletrack (nie chciałbym tu podjeżdżać), dalej wbijamy na żółty szlak, którym przez Łomnicę dojeżdżamy do Głuszycy skąd przez Kolce, Sierpnice, Sokolec wracamy do miejsca startu. Nakulaliśmy 64 km z 2246m podjazdu i 1854m zjazdu. Całkiem fajna zabawa choć przyznam, że zdecydowanie za mało jeżdżę na rowerze bo bolały mnie 4 litery no i oczywiście duma … gdyż nie mogłem nadążyć za kolegą. Po wszystkim zasłużyliśmy na prysznic, piwko, saunę no i oczywiście na deser wjechał Żurek. Spałem jak zabity a drugiego dnia po wyśmienitym śniadanku polecieliśmy w kierunku Srebrnej Góry.


Dzień drugi
Wystartowaliśmy niebieskim szlakiem w kierunku Bielawskiej Polany 800 m n.p.m.. Tym razem wybraliśmy bardziej łagodniejszy wariant bo czas mamy ograniczony wiec trzeba się poruszać szybciej. Kolejnym punktem orientacyjnym jest Popielak 856 m n.p.m., Jagoda 816 m n.p.m., dalej Czarne Kąty 758 m n.p.m., aż do Przełęczy Waliborskiej 690 m n.p.m.. Tu zaczęliśmy srogi podjazd (znów na krechę) na Szeroką 825 m n.p.m., przez Malinową 838 m n.p.m.. Na tym odcinku widać, że prace nad rozbudową szlaków rowerowych idą pełną parą, aż miło patrzeć. Docieramy do Gołębiej 810 m n.p.m..

W tym miejscu zaczyna się strefa Enduro Srebrna Góra. Znana z poprzedniego wypadu wiec nie podarowałbym sobie jakbym nie zjechał czerwoną Red Line łącząc ją z F – Line i zjeżdżając do bazy strefy Enduro Srebrna Góra gdzie wciągamy pyszne ciacho i kawusie odpoczywając na leżaczkach. Tu również można skorzystać z małego serwisu rowerowego lub z wypożyczalni oraz transportu samochodowego na szczyt tras enduro.

Wracamy przez Brzeźnice, (po drodze mijając indiańską wioskę), dalej Jemne, Ostroszowice, zahaczając o pogranicze Bielawy. Łącznie wleciało 44 km, 986m podjazdu i 1018m zjazdu. O wiele mniej ale i czas mieliśmy dość ograniczony – trzeba przecież dojechać do domu.



Podsumowując, jazda all mountain należy do dość wymagających form jazdy na rowerze choć zdecydowanie bardziej krajoznawczych, bez napinki czasowej i nastawiania się na wynik czy ilości kilometrów. Wszystko zależy od nas jak długą i wymagającą trasę wybierzemy. Jedno jest pewne jaką nie wybierzecie z pewnością zasmakujecie gór i przygody z nimi związanej, a w razie czego zawsze możecie się wesprzeć elektrycznie – wynajmując w miejscowej wypożyczalni rower, który z pewnością sobie poradzi na podjazdach.
Praktyczne informacje:
- Gdzie spać:
- Schronisko Andrzejówka
- Schronisko Zygmuntówka
- Bukowa Chata – poniżej schroniska Zygmuntówka
- Kto nie lubi schroniskowych warunków z pewnością znajdzie zakwaterowanie w agroturystyce lub kwaterach na wynajem czy domkach letniskowych, których jest sporo w okolicy.
- Jaki Rower:
- Zdecydowanie rower górski na szerokich oponach i najlepiej z pełną amortyzacją (full) jeżeli planujemy pobujać się po szlakach, lub singlach
- Rower elektryczny – górski lub full
- Dla wielbicieli szosy i gravel też się coś znajdzie jeżeli nastawimy się na strome asfaltowe lub szutrowe podjazdy, których w okolicy można zebrać całkiem ładną kolekcję.
- Co warto zobaczyć:
- Twierdza Srebrna Góra
- Podziemne Miasto Osówka – jedna z najchętniej odwiedzanych atrakcji Gór Sowich
- Sztolnie Walimskie – Kompleks „Rzeczka”
- Zamek Grodno
- Zamek Książ
- Zapora w Lubachowie i Jezioro Bystrzyckie
- Dawna Kopalnia Nowa Ruda

