Wakacje na półmetku pogoda dopisuje czas obrać jedyny słuszny kierunek ….. na południe. Córcia pojechała na babski wyjazd więc długo się nie zastanawialiśmy ze Stachem i czym prędzej zaczęliśmy pakować sprzęt do auta. Jeszcze szybki serwis maszyn i możemy startować. W planie Singletrack pod Smrkem i Świeradów, oraz Via ferraty na Wodnej Bramie nad Izerą. Na miejsce pod Zajęcznik docieramy dopiero o 21:20 dziś nocleg na dziko. Upał nieziemski pomimo późnej pory wiec postanawiamy wejść jeszcze na wieżę widokową na Młynicy.
Łapiemy jeszcze ostatnie kolory zachodzącego słońca i przyjemny wietrzyk na szczycie. Noc tak ciepła, że śpimy bez śpiworów.



Single-Track w Świeradowie-Zdroju to pierwsze miejsce w Polsce gdzie wybudowano ścieżki rowerowe zaprojektowane grawitacyjnie (zjazd napędza podjazd) w otoczeniu pięknej dzikiej przyrody. Projektantem jest Walijczyk Dafydd Davis znany światowy lider w tej dziedzinie. Obecnie ścieżki oferują 14 tras o łącznej długości około 80 km. Zlokalizowane są na północnych stokach Gór Izerskich. Trasy są podzielone na stopnie trudności: bardzo łatwy, łatwy, średnio-trudny oraz trudny.

Budzi nas słońce. Szybkie śniadanko i śmigamy Zajęcznik znajdujący się po polskiej stronie. Ponieważ młody miał już okazję jeździć na tego typu trasach uznałem, że da sobie radę z tą trasą, która należy do średnio trudnych. Jedyne co może go zniechęcić to podjazd, ale przecież nigdzie się nie spieszymy wiec możemy ze spokojem powalczyć szczególnie, że słonko podpieka.

Kolejny kierunek baza pod Smrkem. Pakujemy się w auto i chwilę później meldujemy się na polu namiotowym Nové Město pod Smrkem. Szybka kąpiel w jeziorku i ciśniemy przez las na rowerach mając dużo radości na zjazdach. Młodego aż nosi i co chwilę dostaje ode mnie reprymendę (pamiętaj, że drzewo nie ustąpi ci miejsca). Zabawa przednia lecz w końcu przegrywamy z upałem. Wracamy, kolejna kąpiel i oczywiście hranolky se sýrem. Rozsiadam się na hamaku z kubkiem świeżo zaparzonej kawy zadowolony z udanego dnia a młody znika na szutrowym pumptracku rywalizując z czeskimi kolegami. Mija godzina i słyszę za sobą tekst ….”tata mam dla ciebie propozycję… no słucham – odpowiadam. Jedziemy jeszcze jedną pętlę?”

To jest ten moment kiedy nie zastanawiasz się czy ci się chce, tylko co było w tych frytkach albo kto mi podmienił dziecko. Jeszcze w maju zapierał się, że już nigdy nie pojedzie w góry na rower a teraz… no proszę. 2 minuty później siedziałem już na rowerze podjeżdżając pod Rapický Okruh z gębą roześmianą obserwując jak młody miesza przerzutkami na podjeździe .
Tego dnia padło łącznie 32 km. Patrząc na to, że to jego drugi raz i średnio 35oC w cieniu to zajebiście, a jeszcze jedno … po ciemku musiałem go ściągać z pumptracka bo by się pozabijali z kolegami.

Kolejny dzień wyrypy jedziemy na ferraty. Stachu nigdy nie był na ferratach ale wspinał się na ścianie i w skałach wiec obycie ma.
Ponieważ jesteśmy już w Czechach to wybrałem miejsce najbliższe aby nie jeździć za dużo. Miejscowość Semily via ferraty na Wodnej Bramie nad Izerą. Miejscowość położona zaledwie 35 km od naszej granicy. Via Ferrata to nic innego jak ubezpieczony szlak, po którym poruszamy się po stalowych linach, kładkach, klamrach przy użyciu takiego sprzętu jak kask, uprząż wspinaczkowa oraz lonża z obsorberem. Coś jak park linowy tylko na skale.
Szybkie przypomnienie zasad obsługi sprzętu i ciśniemy. Patrząc na banana na twarzy młodego wiedziałem, że to jest to – moja krew, genów nie zmienisz. Jak sam stwierdził lekki stresik jest ale warto. Siekamy wszystkie dostępne warianty łącznie z D+/E, na której musiałem Stasia asekurować w trudniejszych momentach, ale jak to stwierdził jeden z Czechów rozmawiając ze Stasiem na szczycie…”popracujesz nad wytrzymałością i jak w tym miejscu spotkamy się za rok nie będziesz potrzebował pomocy”…


Wracamy przez Karpacz gdzie zaliczamy basen, dobre jedzenie i nocleg na campingu. Męski weekend z noclegiem w aucie uważamy za udany.







