Gdy smok macha skrzydłami wywołuje podmuchy wiatru, z których jak głosi legenda powstaje halny zwany też smoczym wiatrem. Podmuchy te potrafią zwalić chłopa z nóg i położyć całe połacie lasu jak zapałki.
W rzeczywistości halny to suchy, ciepły, silny wiatr wiejący z gór w kierunku doliny. Powstaje na skutek ruchów mas powietrza wywołanych różnicą ciśnień, która musi być tak duża, aby powietrze zalegające po stronie południowej stoku mogło wznieść się i przekroczyć grzbiet górski. Potem powietrze opada ocieplając się, następuje spadek wilgotności i powstaje halny.
Najsilniejszy odnotowany halny w historii miał miejsce na Kasprowym Wierchu – wiał 288 km/h.
Od kilku dni wszelkie komunikaty podają, że halny nie ustępuje a warunki w Tatrach słabe. Rezerwacja w schroniskach od kilku miesięcy klepnięta,bilet na autobus kupiony, nie ma odwrotu jedziemy. Choć ma padać to mamy nadzieję na jakiekolwiek okno pogodowe.

Podejście do schroniska Murowaniec przez Jaworzynkę nie sprawia większego problemu, ale widać efekty smoczego wiatru. Powalone drzewa utrudniają przejście. Chmury nachodzą i odczuwa się coraz silniejsze podmuchy wiatru, zanosi się na deszcz. Mały lis napotkany na szlaku próbuje znaleźć schronienie jak by przeczuwał co się święci. Na przełęczy między Kopami dmucha już równo zacinając drobnym deszczem. Prawie zrywa mi owiewkę z plecaka. Dochodzimy do schroniska i zaczyna mocno lać. Na dziś koniec, plany zdobycia Kościelca przechodzą do historii. Pozostaje piwko i wypoczynek po nieprzespanej nocy w autobusie.
W schronisku da się odczuć rozluźnienie. Jeszcze ostatni turyści przemoczeni do suchej nitki schodzą z gór. Schronisko Murowaniec zazwyczaj pełne po brzegi ukazuje się w zupełnie innym świetle. Nie straszy już tłumami napierającymi na ciebie z każdej strony. Można nawet spokojnie znaleźć miejsce przy stole i z uśmiechem napić się piwa słuchając jak wiatr i deszcz wystukują sobie tylko znaną melodię.


Rano pobudka i wyjście o 7:15 temperatura -2. Promienie słońca odbijają się od lodowych szczytów Tatr Wysokich. Kryształowa przejrzystość powietrza zachęca do fotografowania. Dzisiaj cisza, halny ustał. Po pierwszych 500 metrach wyraźnie odczuwa się efekt mrozu. Zakładamy raczki i komfort marszu zdecydowanie wzrasta. Po 30 minutach docieramy do Czarnego Stawu Gąsienicowego. Przejrzysta woda, piętrzące się szczyty oraz szumiący strumień robią niesamowite wrażenie. Na podejściu pod Zmarzły Staw szlak aż lśni od lody, nie ma lekko trzeba iść. Tu pojawiają się pierwsze trudności. Trzeba skupić się na szlaku aby nie stracić równowagi.

Na wysokości 1800 m robimy chwile przerwy i pokazuję Grzegorzowi palcem na małe wcięcie na grani. Tam idziemy. Uśmiecha się i mówi z niedowierzaniem – no co ty. Basia zna mnie już dłużej i wie, że w takich momentach nie żartuję. Widać zdenerwowanie w jej oczach. Dochodzimy do łańcuchów i słyszę z tyłu ja pie….ę. Obracam się patrzę na twarz Baśki i z lekką reprymendą mówię w kierunku kolegi – nie pomagasz Grzegorz, nie pomagasz.


Jest walka, na łańcuchach niektóre sekwencje w lodzie są trudne, do tego ekspozycja podnosi tętno. Kilka krotnie asekuruję Basię, ale widać, że obydwoje walczą dzielnie. 150 metrów w pionie zajmuje nam około 40 minut, dochodzimy do przełęczy na Zawracie … uff udało się. Nagrodą jest wspaniała panorama Tatr wysokich i ciepła herbata z termosu. Zejście do Pięciu Stawów jest łagodne a raczki świetnie zdają egzamin. Wyprzedzamy kilku turystów niedostatecznie przygotowanych i walczących o życie na każdym kroku aby nie fiknąć orła.

Wytracamy wysokość i na rozejściu szlaków do Pustej Dolinki łapie nas śnieg. Do schroniska docieramy już we mgle nic nie widać. Po południu robimy mały spacer nad wodospad Siklawa korzystając z chwilowego przejaśnienia. Udaje się nam złapać kilka świetnych ujęć.



Wieczorem zaczyna wiać i padać, nadchodzi załamanie pogody. Rano niestety musimy zrezygnować z przejścia przez przełęcz Krzyżne do Murowańca i dalej do Kuźnic. Pada śnieg a temperatura wskazuje, że poniżej będzie z tego deszcz. Pchanie się w taką pogodę w góry zakrawa na nieodpowiedzialność. Czasami trzeba wiedzieć kiedy odpuścić. Góry poczekają.

Schodzimy do Roztoki a dalej busem do Zakopanego. Na sam koniec jeszcze miłe spotkanie z „Rogasiem” z Doliny Roztoki i pożegnanie z Tatrami.

Ps. Z racji mojego nazwiska serdecznie polecam żurek w Schronisku w Pięciu Stawach według oryginalnego przepisu Szefa kuchni

jak i żurek w schronisku Roztoka. Jeden i drugi petarda!

Informacje praktyczne:
- Szlak na Zawrat ze schroniska Murowaniec – to szlak na najbardziej znaną przełęcz w Tatrach Wysokich. Na przełęcz Zawrat można dostać się idąc od Świnicy, od doliny Pięciu Stawów Polskich oraz od Hali Gąsienicowej. Opisywany wariant jest jednym z najciekawszych podejść. Szlak ten nie należy do szlaków łatwych samo podejście powinno zająć dla wprawnego turysty około 2:25 minut.
- Schronisko Murowaniec (1500 m) – Czarny Staw Gąsienicowy (1624 m) – 30 minut (szlak niebieski)
- Czarny Staw Gąsienicowy (1624 m) – Zmarzły Staw Pod Zawratem (1788 m) – 50 minut (szlak niebieski)
- Zmarzły Staw Pod Zawratem (1788 m) – Zawrat (2159 m) 1:05 minut (szlak niebieski)
Jest to niedługi odcinek o 4,5 km długości i przewyższeniu 659m. Należy jednak wziąć pod uwagę, że około 150 metrów przed szczytem zaczynają się sekwencje łańcuchów, na których należy zachować szczególną ostrożność. Ze względu na północno wschodnią wystawę i otaczające szczyty większość dnia podejście jest w cieniu przez co śnieg długo zalega w żlebach i często występują oblodzenia przy gwałtownych spadkach temperatur.
- Zejście z Zawratu jest zdecydowanie łagodniejsze choć wcale nie krótsze, bo odcinek jaki mamy do pokonania to 4,4 km (szlak niebieski), przewyższenie 491 m. Schronisko w Dolinie Pięciu Stawów Polskich znajduje się na wysokości 1671m. Czas jaki powinniśmy sobie zarezerwować to około 1:45 minut
- Pamiętajmy, że czasy podawane na drogowskazach są to szacunkowe czasy przejścia nie zakładające:
- trudnych warunków atmosferycznych,
- przerw na picie, jedzenie i fotografowanie,
- korków na trasie (często występujących w okresach letnich na odcinkach „łańcuchowych”)


