Przystanek PKS Szklarska Poręba wysiadamy z plecakiem, zachmurzenie spore raczej widoczków nie będzie. Przy wejściu na szlak zdejmuje plecak wyciągam kije trekkingowe i widzę kobietę maszerującą w dół z miną nie tęgą a za nią facet, trupta potulnie mruczący pod nosem „…no pewnie najlepiej siedzieć z dupą w chacie i nic nie robić …” Uśmiechnąłem się, kobieta zmierzyła mnie, a potem mój plecak. Z grymasem odwróciła głowę i pomknęła na parking. No cóż pomyślałem, każdy odbiera góry w swój sposób i w takiej ilości i formie jaką sam chce.

13:00 na dziś podejście pod Szrenicę, nocleg, a potem w kierunku Śnieżki i na Okraj. Mam kilka dni urlopu więc bez napiny, spacerek i chill. Przez te parę dni wracałem myślami do scenki z początku, i zastanawiałem się co mnie pcha w te góry od ponad ćwierć wieku.
Wielokroć przecież doświadczyłem niewygody, zmarzłem, przemokłem, byłem głodny i zmęczony do tego stopnia, że ledwo stałem na nogach. Targałem ciężki plecak odciskający piętno na moich plecach. Odciski sprawiały ból, a poparzenia od słońca łuszczyły skórę z twarzy i ramion. Cierpiałem z pragnienia. Wkurzałem się na tabuny turystów pchających się ze wszech stron, do tego słuchających na cały głos muzyki, jak by góry mieli na własność. Czasami z przerażeniem patrzyłem na to co mnie czeka, modląc się w duszy o szczęśliwe zakończenie. Jednak mimo tego ciągle tu wracam. Czy jestem wariatem, albo szaleńcem? Po jaką cholerę się tam pcham.



Góry to miejsce gdzie potrafię się zresetować, oderwać od codzienności. Czasami jest tak, że ciśnienie dnia codziennego (praca, dom, bodźce zewnętrzne….) sprawiają, że możesz eksplodować. Wtedy podświadomie w głowie słyszysz wołanie …góry, góry, góry… Sięgasz do szafy, pakujesz plecak i tyle cię widzieli.



Tu możesz ponarzekać, pomarudzić, a nawet się wyżalić. Góry zawsze cię wysłuchają, nigdy nie skrytykują. One są i będą nawet gdy my przeminiemy.
W górach zasady są proste wyznaczane przez naturę. Tu czas płynie wolniej, nie przelatuje przez palce jak w „korpo” gdzie pracujesz, czy blokowisku, lub mieście, w którym mieszkasz. I choć doba czasami potrafi trwać o wiele dłużej, to chłoniesz każdą minutę, każdy wdech i wydech.

W górach wszyscy są równi, nie ma podziałów, każdy może dostać łomot i nabrać pokory, ale każdy też może być zwycięzcą własnego wyznaczonego celu. Tu skupiasz się na prostych bodźcach, a gleba w schronisku w asyscie pochrapujących towarzyszy, lub zwykła kanapka z serkiem może przyprawić cię o zawrót głowy niczym najlepszy rarytas w luksusowej restauracji czy znakomity pokój w hotelu 5 gwiazdkowym.
I nawet kiedy w upalne dni czujesz, że mózg ci wypala na podejściu, a pot leje się strugami, lub wtedy gdy brak ci tchu ale jakaś siła pcha cię do przodu, albo jak ręce masz tak skostniałe, że nie potrafisz nimi poruszać – wiem, że póki stoję na nogach – znów tu wrócę ….. bo tu jest moje miejsce.

