Siedząc w fotelu w jeden z deszczowych dni zastanawiałem się jaką trasę obrać na rowerowy weekend taki w stylu „bikepacking”. Skrolując telefon przeglądałem najróżniejsze propozycje, aż w końcu trafiłem na opis „Starego Kolejowego Szlaku”.
Sama nazwa już zachęca do głębszego zapoznania się z tematem.
Poszperałem bardziej i okazało się, że szlak ten to ślad po dawnej linii kolejowej, która niegdyś łączyła Wałcz z Kołobrzegiem. Linia ta była częścią większej sieci kolejowej, mającej na celu połączenie różnych części Pomorza z nadmorskimi miejscowościami. Dzisiaj, po latach zapomnienia, dawne nasypy kolejowe i wiadukty zyskały nowe życie jako trasa rowerowa, która cieszy się coraz większą popularnością. Długość trasy to około 160 km.
Logistyczne zagwozdki
Ponieważ na wycieczkę nie mogłem poświęcić więcej niż weekend postanowiłem podróż rozpocząć już w piątek po pracy. Warunkiem jednak było aby dostać bilet bagażowy dla rowerów na trasę powrotną z Kołobrzegu. Nie jest to prosta sprawa bo pociągi w tej relacji zazwyczaj mają tylko kilka miejsc bagażowych, a w okresie wakacyjnym to jak wygrać na loterii. Cudem złapałem ostatnie dwa miejsca w jeden z wakacyjnych terminów. Mając bilety powrotne teraz już mogłem zaplanować start. Połączenia kolejowe nie dawały złudzeń na szybkie „teleportowanie” się z rowerem do Wałcza w piątkowe popołudnie.
W związku z tym jako mieszkaniec północnej części Poznania aby wykorzystać maksymalnie czas łatwiej było mi dojechać samochodem do Piły i stamtąd rozpocząć swoją przygodę ze Starym Kolejowym Szlakiem. Oznaczało to jednak, że do 160 km głównego szlaku, dołożyłem jeszcze 25 km odcinek z Piły do Wałcza.

Pole marihuany
W Pile lądujemy około godziny 17:00 mając do zmroku jakieś 4,5 godziny. Plan jest na 50 km, a jazda z sakwami to raczej nie wyścigi. Odcinek z Piły do Wałcza śmigamy lokalnymi drogami (asfalty, szutry) bez większego problemu, o dziwo z małym natężeniem ruchu. Przed Wałczem robimy sobie postój na małe co nieco na spotkanym po drodze miejscu piknikowym, a następnie wskakujemy na ślad „Starego Szlaku Kolejowego”. Niestety brak jest jakiegokolwiek oznaczenia w terenie ponieważ okazało się, że odcinek z Wałcza do Złocieńca jest ciągle w trakcie realizacji bez bliżej określonego terminu zakończenia prac. Lekko zniesmaczeni tym faktem musimy zadowolić się elektronicznym śladem na mapie. Niesmak przerywa nam całkiem nieoczekiwana atrakcja na trasie. Otóż za małym wzniesieniem przejeżdżamy koło kilku hektarowego pola marihuany rosnącej sobie jak gdyby nigdy nic tuż przy samej drodze. Oczywiście jest to odmiana lecznicza, ale sam fakt, że to „zioło” rośnie tak bez ogrodzenia robi wrażenie.

Kolejne kilometry uciekają szybciutko przybliżając nas do naszego miejsca noclegowego. Małe wioski mijane po drodze, pozostałości starych PGR, mają swój niepowtarzalny klimat, jak również „lokalsi” napotkani pod miejscowym sklepikiem z lekko uszkodzonym „żyrokompasem” wskazującym na rozpoczęty dość wcześnie piątkowy wieczór.
Robimy drobne zakupy wciągamy po lodzie na patyku po czym odbijamy z trasy w kierunku zabukowanego wcześniej noclegu. Po około 2,5 km leśnej drogi ukazuje nam się zajazd Stary Leśny Dwór, położony nad małym rozlewiskiem rzeki Świerczyniec. Pokoje iście rodem z PRL ale prysznic, ognisko, piwko super obsługa, łagodzą wszelki niedoskonałości. Plan wykonany (52 km), jutro główny etap podróży.
Dzień drugi
Zrywamy się z rana by już od świtu siedzieć w siodle kierując swe jednoślady w kierunku wybrzeża. Dziś do pokonania ponad 100 km z założeniem pozostawienia czasu na niedzielne „chillowanie” na plaży w Kołobrzegu. Odcinek do Złocieńca podobnie jak ten z Wałcza nie sprawia żadnych problemów. Słoneczko przypieka a lekki wiaterek rekompensuje trudy podróży. W Złocieńcu zatrzymujemy się na dłuższą przerwę wyciągając się na pomoście nad brzegiem Drawy i zajadając drugie śniadanie. Odwiedzamy też tutejszy park Żubra z niesamowicie klimatyczną aleją grabową.

Mając z tyłu głowy ilość km do pokonania i świadomość że dopiero 1/3 trasy za nami ruszamy dalej z nadzieją odnalezienia jakiegokolwiek śladu „Starego Kolejowego Szlaku”.

Nasypem przez pojezierze
Tuż na obrzeżach Złocieńca natrafiamy wreszcie na szlak oznaczony cyfrą 15 z podpisem Stary Kolejowy Szlak oraz tablicę informacyjną wraz z przygotowanym miejscem odpoczynku.

Trasa Złocieniec – Połczyn Zdrój to 35 km odcinek po dawnej linii kolejowej wybudowanej w 1903r i czynnej aż do 1991r. Następnie tory zostały rozebrane a w roku 1998 trasa odrodziła się jako droga rowerowa. Cały odcinek wiedzie nasypem przez malownicze tereny Pojezierza Drawskiego gdzie możemy podziwiać piękno otaczającej nas przyrody, bagna, rozlewiska, stawy, łąki, pola oraz wszelkiego rodzaju lasy. Musze przyznać, że pomysł na poprowadzenie trasy starotorzem jest naprawdę trafiony. Ukształtowanie terenu jest tu mocno pofalowane a nasypy kolejowe praktycznie niwelują jakiekolwiek trudy pokonania tego odcinka. Co jakiś czas przygotowane są zadaszone miejsca odpoczynku z ławeczkami i stolikami. Widać też, że trasa jest na bieżąco pielęgnowana i naprawiana. Pomimo upływu lat wciąż można natknąć się na ślady kolejowej infrastruktury np.: stacje kolejowe (niektóre zaadoptowane na przytulne i klimatyczne pensjonaty), wiadukty czy przejazdy kolejowe. Na tym odcinku napotykamy grupkę innych rowerzystów, którzy tak jak my podążają nad morze. Pozdrawiamy się wzajemnie i wymieniamy spostrzeżenia na temat przebytego odcinka. Na obiad postanawiamy zjechać do Połczyna Zdrój nie tylko z faktu, że to już pora ale również jesteśmy zaciekawieni słynnymi parasolkami na ul. Grunwaldzkiej.
Cały czas pogoda nam sprzyja choć zapowiadany deszczyk, krąży gdzieś w oddali. Niestety już w knajpie widzimy, że prysznic nas nie ominie. Przed nami jeszcze około 50 km trasy wiec pada, nie pada trzeba jechać. Na szczęście nie trwało to długo i po 30 minutach deszcz ustaje. Kilometry powoli dają się we znaki ale trasa jest naprawdę przyjemna i szybka, można ze spokojem pedałować utrzymując całkiem niezłe tempo podróży.

Śladem wąskotorówki
Drugi po kolejowy odcinek to Białogard – Kołobrzeg poprowadzony śladem dwóch dawnych linii wąskotorowych Karlino-Gościnno oraz Gościnno – Kołobrzeg, które kiedyś stanowiły część gęstej sieci wąskotorówki wybudowanej przez Królestwo Prus około 750 km długości. Tym samym była to jedna z najdłuższych regionalnych sieci wąskotorówki w Europie. Przewozy regularne na tej trasie trwały nieprzerwanie do lat 60.
Docieramy do Białogardu 104 km na liczniku i jeszcze tylko 12 km do noclegu. Zatrzymujemy się w McDonald’s na szybką toaletę. Spotykamy znajomych z odcinka pomiędzy Złocieńcem a Połczynem. Opierając się o sakwy zauważyłem, że zgubiłem śrubę mocującą jeden z widelców bagażnika. Sakwy ważą swoje i brak śruby może spowodować zerwanie bagażnika. Kombinuję co tu zrobić. Na szczęście okazuje się, że śruba od mocowania koszyczka bidonu ma ten sam rozmiar gwintu. Szybka naprawa i jedziemy dalej. Siodełko wpija się w cztery litery, trochę cierpną ręce ale nóżka podaje równo. Ostatnie kilometry to już tylko walka o dotarcie na miejsce. I jest, upragniona agroturystyka, miejsce naszego dzisiejszego noclegu, gdzieś po środku niczego.
Mili gospodarze pokazują nam pokoje do wyboru, okazuje się, że cały budynek mamy tylko dla siebie, cudownie. Rowery parkujemy w stajni – jak przystało na prawdziwe rumaki. Prysznic trwa dziś zdecydowanie dłużej niż zwykle.
Sielskie klimaty
Po szybkiej kolacji wychodzimy przed chatę z lampką wina w ręce. W oddali widać wiatraki obracające się leniwie na tle zachodzącego powoli słońca. Gdzieś nad nami słychać odgłos mew przypominający o bliskości wybrzeża. Krowy na pastwisku spokojnie skubią zroszoną trawę, sielskie klimaty zachęcają do leżakowania. Dzień ma się ku końcowi.

Dzień trzeci
Niedzielna jajecznica na wiejskich jajach prosto z kurnika robi dzień. Ochoczo wskakujemy na siodełka obierając kierunek na Kołobrzeg. Dziś już tylko 35 km, praktycznie przejażdżka. Choć tyłek przypomina, że wczoraj siedział kilka godzin w siodle to piękna ścieżka rowerowa zachęca do pedałowania. Im bliżej celu tym bardziej wydaje się, że droga prowadzi z górki choć może to podświadomość zbliżającej się mety naszej wycieczki. Przy każdym wdechu czuć już zapach morza. Jest…, widzę tabliczkę Kołobrzeg, przejeżdżamy uliczkami jeszcze ospałymi w niedzielny poranek.
Kierunek molo – koniec podróży i zasłużony odpoczynek na plaży.
Podsumowanie
„Stary Kolejowy Szlak” to malownicza trasa rowerowa, która wiedzie po dawnych torowiskach kolejowych, łącząc piękne zakątki Pomorza Zachodniego. Przemierzając ten szlak, podróżnicy mogą zanurzyć się w urokach polskich krajobrazów, mijając malownicze jeziora, urokliwe miasteczka i rozległe lasy. To idealna propozycja dla tych, którzy pragną odkrywać Polskę na dwóch kółkach, ciesząc się spokojem natury i historią zapisaną w starych stacjach kolejowych. Niezależnie od doświadczenia rowerowego, każdy znajdzie tu coś dla siebie a z pewnością trasa zapewni niezapomniane wrażenia.
- Łącznie pokonaliśmy 203 km doliczając nasze zjazdy z trasy na noclegi zwiedzanie i takie tam. W siodle spędziliśmy 11 godzin bez kilku minut. Tempo mieliśmy naprawdę wycieczkowe, bo nic nas nie goniło a otaczająca przyroda i piękno ścieżki zachęcały do podziwiania widoków.
- Trasę zdecydowanie należy zaliczyć do łatwych i bezpiecznych. Śmiało można ją pokonywać z najmłodszymi rowerzystami dzieląc ją na odpowiednio dopasowane odcinki.
- Nocleg nie będzie problemem na trasie pod warunkiem, że sobie go wcześniej zarezerwujemy. Dobrym wyborem będzie również namiot, na trasie jest mnóstwo miejsc gdzie można rozbić obozowisko.
- Ważnym zagadnieniem jest zadbanie logistyczne o transport powrotny rowerów co przy zatłoczonym Kołobrzegu może być problemem. Można też ruszyć dalej wybrzeżem, ale to już temat na inną historię.









