Kiedy w na południu leje jak „scebra” i szansa na dobre warunki w górach jest tak duża jak wygrana w Lotto obrałem kierunek na północ. Bałtyk przywitał piękną pogodą. Na plaży długo nie wytrzymałem bo raczej nie jestem fanem biernego wypoczynku. W samochodzie oprócz łóżka, kuchni i wielu innych gratów latem wożę SUP.

Ponieważ warunki naprawdę były super a fala mała puściłem się SUP-em z Kuźnic przez zatokę Pucką w kierunku Rewy. Jako cel obrałem „Rybitwią Mieliznę” zwaną też Mewią Rewą, Rewą lub Ryfem Mew. Mielizna ta znajduje się dokładnie w linii mojego kursu.


Jest to piaszczysty pas lądu wystający na kilka centymetrów ponad wodę o szerokości kilku metrów i długości paru kilometrów. Z lądu można się na nią dostać od Rewy przez Cypel Rewski. Ta mielizna jest jego naturalnym przedłużeniem. Od 2002 roku organizuje się „Marsz Śledzia”, którego celem jest piesze przejście tego odcinka. Ci co nie lubią długich marszów mogą się dostać na tę atrakcję łodzią motorową lub skuterem wodnym, które można wypożyczyć w wielu miejscowościach nadmorskich Zatoki Puckiej.

Wybierając się tam należy pamiętać, że to przede wszystkim wytwór natury ukształtowany przez fale, wiatr będący jak sama nazwa wskazuje siedzibą ptaków (aż 28 gatunków a najwięcej z nich jest rybitw, mew i kormoranów).

Walka z prądem przysporzyła dużo zabawy i pomimo spokojnych wód zatoki naprawdę było co robić. Krótki odpoczynek na Rybitwiej Mieliźnie gdzie można było podziwiać wyczyny kitesurferów i czas obrać powrotny kierunek. Okazał się on o wiele trudniejszy bo wiatr, który zerwał się z nad zatoki zniósł mnie mocno i w końcu wylądowałem na plaży ale jakieś 500 metrów poza miejscem startu.
Zafascynowany kitesurfingiem postanowiłem pobawić się dużym latawcem. Okazało się, że latawiec treningowy o powierzchni 2m, (kawałek szmaty, kilka linek, bar) trzymany z całej siły potrafi przytargać człowieka po plaży i wystraszyć paru plażowiczów. Myślę, że to nie ostatnia zabawa z tym sportem.


Następnym razem na wodzie


