Tam gdzie wino ma swój początek.
Na północ od Trydentu na równinie Rotaliana, uznawanej za najpiękniejszy ogród winny Europy znajduje się miejscowość Mezzocorona położona u podnóża stromej skalistej ściany górskiej (Monte di Mezzocorona 891 m n.p.m. wznoszącej się na ponad 600 m nad miasteczko). Góra ta stanowi naturalna osłonę przed zimnymi północnymi wiatrami. To szczególne położenie przyczynia się do łagodniejszego klimatu niż na okolicznych obszarach. Pozwala to winorośli obficie rosnąć w tym regionie. Klimat i gleby sprawiają, że produkowane tu wino ma swój niepowtarzalny i harmonijny bukiet. Założona 1904 roku, spółdzielnia winiarska Grupa Mezzocorona posiadająca w Trydencie-Górnej Adydze 2800 hektarów winnic, zalicza się do 100 najlepszych winnic we Włoszech.

Wspomniany szczyt wznoszący się nad miasteczkiem jest idealną metą wycieczek pieszych i rowerowych. Cykliści mogą się tu zmierzyć z naprawdę poważnym wezwaniem (nachylanie do 36%).

Oprócz roweru na szczyt można dostać się kolejką linową, szlakiem turystycznym, bądź też Via Ferratą Burrone Giovanelli wznoszącą się naturalnym spektakularnym wąwozem skalnym. To właśnie ta ferrata stała się głównym punktem dzisiejszego dnia.
Po nastu godzinach jazdy w zróżnicowanej pogodzie docieramy do doliny pełnej zielonych winorośli. Jak okiem sięgnąć równiutko sadzone krzewy nabierają niesamowitych zielonych barw w włoskich promieniach słońca. Do tego otaczający nas z każdej strony zapach świeżości towarzyszący przez cały czas sprawia, że wszystkie zmysły wyostrzają się do granic swoich możliwości.
Via Ferrata Burrone Giovanelli
Furgon pozostawiamy pod stacją kolejki linowej i uzbrojeni w sprzęt ferratowy oraz stosowny zapas prowiantu ruszamy żwawym krokiem w kierunku wspomnianej ferraty. Zejście w dół ścieżką przez winnice zajmuje około 40 minut 3,5 km. Wybraliśmy ten wariant ze względu na fakt, że lepiej jest zejść z ferraty prosto do samochodu niż potem cisnąć jeszcze spory kawałek na zmęczeniu do parkingu na początku drogi. Jak się później okazało najlepsza decyzja dnia.
Z parkingu leśnego gdzie znajduje się wejście na ferratę możemy podejść pod drogę szlakiem 505a lub 505 omijającym dość sporej wielkości drabinkę. My podążamy pierwszym wariantem 505a. Droga zaczyna się wspomnianą drabinką w korycie rzeki przy dość sporym wodospadzie. Pionowo około 30 metrów.
Następnie farrata przechodzi w zwykły szlak górski od czasu do czasu zabezpieczony liną do asekuracji. Teren nie jest trudny technicznie ale cały czas pnie się ku górze. Słońce przygrzewa intensywnie a parująca roślinność wzmaga uczucie wilgotności. Z każdym metrem ukazują się kolejne hektary winnic ciągnące się po horyzont.

Po kilku minutach dochodzimy do wąwozu, który im bardziej się w niego zagłębiamy, tym bardziej zamyka nad nami sklepienie skalne. Jakby Mezzocorona ściskała nas swoimi ramionami. Zdawać by się mogło, że idziemy w jaskini gdyby nie od czasu do czasu przebijające się gdzieniegdzie promienie słońca nad głową. Huk spadającej kaskadami wody nie daje możliwości swobodnie rozmawiać. Skupiamy się na szlaku, który zaskakuje z każdym krokiem. Drabinki, kładki, klamry oraz przeskakiwanie z kamienia na kamień w korycie wartko płynącej rzeki sprawia, że uśmiech nie schodzi z twarzy. Nie wiadomo, w którą stronę patrzeć aby nie przegapić tego spektaklu natury. W pewnym momencie sklepienie otwiera się i wchodzimy do oazy skrytej pośrodku pionowych skał. Otaczająca roślinności jest niczym wyjęta z ogrodu dendrologicznego. Napotykamy pierwszych turystów, grupa kilkunastu osób prowadzona przez dwóch przewodników. Mijamy ich pozdrawiając się wzajemnie. Dochodzimy do skalnej ściany, z której spływają strumienie wody. Podmuchy wiatru zmieniają kierunek opadającej z ponad 20 metrów wody przyprawiając o prysznic ciekawskich turystów.
Doktor Giovanelli
Pierwszym, który docenił to miejsce był miejscowy lekarz Tullino Giovanelli. Ten zapalony wędrowiec na początku XX wieku odkrywając ten wąwóz, był pod takim wrażeniem, że zgłosił to miejscowym władzom publicznym. Chciał wytyczyć bezpieczny dla turystów szlaku wyposażając go w sztuczne ułatwienia jak liny, drabinki czy kładki. Dzięki jego determinacji w 1906 r. otwarto oficjalnie trasę o nazwie „Burrone delle Carbonare”, które w 1940 roku przemianowano na „Burrone Giovanelli” na cześć wspomnianego lekarza. Do dziś ferrata ta przyciąga turystów swym pięknem a społeczność lokalna dba aby ciągle podnosić atrakcyjność tego miejsca.
Moc atrakcji
Po krótkim odpoczynku w oazie spokoju udajemy się w dalszą drogę wspinając się nieustannie do góry. Poruszamy się korytem rzeki ze wszech stron opryskiwani kroplami wody ściekającej z pobliskich skał i roślinności. Na naszym szlaku napotykamy jeszcze kilka drabinek i klamer dodających atrakcyjności pokonywanej trasie. Należy jednak uważać aby się nie poślizgnąć na mokrym podłożu. Płynąca woda, świergot ptaków i słońce odbijające się w kroplach wody malują niepowtarzalne obrazy.

Z wąwozu wychodzimy na wąską leśną ścieżkę, która doprowadza nas do szlaku 505. To oficjalny koniec ferraty, ale nie koniec naszych atrakcji. Za sobą mamy ponad 650 m w pionie i niewiele ponad 2 km w poziomie (nie licząc dojścia do ferraty). Na dojściu do kolejki linowej po drodze czeka nas jeszcze wiszący nad przepaścią most linowy i SkyWalk Monte di Mezzocorona. Do pokonania mamy jeszcze jakieś 3,2 km około 50 minut marszu. Szlakiem 505 maszerujemy, aż do miejsca piknikowego gdzie na skrzyżowaniu przechodzimy na szlak 506 w kierunku na Monte di Mezzocorona. Droga jest przyjemna i szeroka bez znaczących różnic wysokości.

Most Tybetański
Za ostrym zakrętem drogi ukazuje się przerzucony nad wąwozem Val della Villa wiszący most „Tybetański” oddany do użytku w styczniu 2024, ma on długość 100m. Z kładki podziwiać możemy ponad 130 metrową przepaść, której wysokość potęguje lekkie bujanie stalowej konstrukcji oraz wiatr wiejący od dołu przez jej ażurowe podłoże. Z samego mostu do finiszu mamy już przysłowiowy rzut beretem. Docieramy do kolejki linowej aby zakupić bilet w dół. Mamy pecha bo przed nami ustawiła się spora wycieczka szkolna a wagoniki mieszczą max 7 osób.
SkyWalk
Ponieważ nigdzie się nam nie spieszy spacerkiem maszerujemy na pobliski SkyWalk wybudowany w lipcu 2023r. Ta 48 tonowa konstrukcja wysunięta 14 metrów nad 648 metrową przepaść na końcu z przeszklonym podestem robi niesamowite wrażenie. Można z niej podziwiać Piana Rotaliana – równinę o kształcie trójkąta zamkniętego miedzy brzegami dwóch rzek Adygą a potokiem Noce. Jak okiem sięgnąć wszędzie widać zielone plantacje krzewów winorośli.
Nuta włoskiego smaku
Zjazd kolejką linową pionowo w dół trwa chwilę i mając szczęście (za 8 euro) można być na dolę w kilka minut. Niestety patrząc po ilości ludzi, których raczej przybywa niż ubywa decydujemy się na 45 minutowy spacer (2,5 km i 630 metrów w dół) – łyda pracuje ostro. Szczęśliwi docieramy do auta z apetytem wciągając bułę z salami, serem mozzarella, kaparami, pomidorem i oliwą racząc się wyśmienitą włoską kawusią zaparzoną w turystycznej kawiarce. Siedzimy na murku przed autem spoglądając na dominującą nad nami ścianę Mezzocorony, naprawdę „potężny kawał góry”.
Całość zamknęła się w 9,2 km odległości pokonując 693 m w górę i 670 m w dół. Czas to około 5 godzin z przystankami, zdjęciami i takimi tam.
Niezbędny sprzęt to: uprząż, lonża z absorberem, kask, oczywiście zapas wody (choć akurat tam jej nie brakuje) i odpowiednia ilość prowiantu, bo długość może nie robi wrażenia na wytrawnych turystach ale wysokość, przeszkody, temperatura oraz wilgotność sprawią, że z pewnością spalimy kilka kalorii.
Ps. Zapraszam do przeczytania mojego artykułu w majowym wydaniu Magazynu na Szczycie „W cieniu Karkonoszy”














